Wracając jednak do naszego Tadeusza, który — przypomnijmy — opuścił swój azyl i udał się do kuchni w ufundowanym przez autorkę ciepłym sweterku. Tadeusz, siedząc przy stole, przeżuwał właśnie płatki z mlekiem. Robił to z wdziękiem godnym uciśnionego przez los męczennika, wpatrując się w sterylnie czystą podłogę.
Mama Tadeusza, zwana dalej po prostu Mamą, krzątała się po kuchni z
energią, której nasz Główny Bohater szczerze i głęboko nienawidził, szczególnie
w niedzielę.
— Tadeuszu — zaczęła Mama, a w jej głosie zabrzmiała ta specyficzna nuta,
która w świecie każdego nastolatka zwiastuje nadciągający kataklizm. — Mam
nadzieję, że posprzątałeś w pokoju. Za godzinę przychodzi twój nowy korepetytor
z matematyki.
Płatki stanęły Tadeuszowi w gardle. Zakrztusił się uroczo, a na jego
nieskazitelną, wymodelowaną przez autorkę twarz wypłynął rumieniec paniki.
Korepetytor? Dzisiaj? W tę nieszczęsną, zbezczeszczoną zimowym powietrzem
niedzielę? Autorka pragnie w tym miejscu zaznaczyć, że nienawidziła matematyki
w szkole średniej, więc i Tadeusz musiał być z niej kompletną, absolutną nogą.
Ułamki, całki i funkcje wywoływały w nim mroczne dreszcze.
— Ale mamo! — zapiszczał Tadeusz, wycierając mleko z wydatnych warg. —
Mówiłaś, że zaczynamy od przyszłego tygodnia! Nie jestem przygotowany
psychicznie na wektory!
— Trzeba było uważać na lekcjach, a nie rysować w zeszycie te swoje
japońskie komiksy — skwitowała Mama bez cienia litości, zamykając temat.
Tadeusz opuścił głowę z rezygnacją. Nienawidził matematyki. Nienawidził
korepetytorów. W jego wyobraźni nowy nauczyciel był starym, łysiejącym prykiem
z wąsem, od którego pachniało kulkami na mole i kredą. Autorka mogłaby się
zlitować i oszczędzić Tadeuszowi tego cierpienia, ale przypominam — weszliście
na bloga yaoi. Autorka nie sprowadza tu starych pryków z wąsem. Autorka
sprowadza tu Czyste Zło w idealnym opakowaniu.
Równo godzinę później, gdy Tadeusz siedział w swoim pokoju przy biurku,
tępo wpatrując się w otwarty podręcznik, rozległ się dzwonek do drzwi.
Serce naszego Głównego Bohatera zabiło mocniej (z czystego stresu przed
matematyką, oczywiście). Usłyszał, jak Mama otwiera drzwi, a potem do jego uszu
dotarł głos.
Głos nie przypominał łysiejącego pryka. Głos był niski, głęboki i miał w
sobie wibrującą nutę, od której podłoga w przedpokoju z pewnością zadrżała.
Tadeusz zamarł, wstrzymując oddech. Kroki na schodach. Zbliżały się.
Drzwi do pokoju otworzyły się, a do środka wkroczył on. Korepetytor.
Autorka spędziła trzy długie wieczory, analizując pinteresta, by ulepić
tego faceta. Otrzymał imię Nataniel. I autorka postarała się, żeby Nataniel był
definicją słowa "Grzech". Miał metr dziewięćdziesiąt wzrostu, co przy
mikrych metrze siedemdziesięciu Tadeusza sprawiało, że nasz Główny Bohater
musiał zadrzeć głowę tak mocno, że prawie chrupnęło mu w karku.
Nataniel miał szerokie, idealnie zarysowane ramiona, opięte czarną koszulą.
Jego włosy były ciemne, w kontrolowanym nieładzie, a szczęka tak ostra, że
można by o nią kroić pomidory (Główny Bohater pomyślał o jabłkach, ale autorka
woli pomidory). Wisienką na torcie były jednak okulary w cienkich oprawkach, za
którymi kryły się stalowoszare oczy. Oczy, które właśnie wbiły się w Tadeusza z
taką intensywnością, że nasz licealista dosłownie zapomniał, jak się oddycha.
— Cześć — powiedział Nataniel, zamykając za sobą drzwi pokoju. Jego wzrok
leniwie, acz oceniająco prześlizgnął się po drobnej sylwetce Tadeusza,
zatrzymując się na ułamek sekundy na jego zaróżowionych policzkach. — Ty musisz
być Tadeusz. Słyszałem, że mamy mały problem z funkcjami kwadratowymi.
Tadeusz chciał coś powiedzieć. Chciał być elokwentny, dorosły i pokazać, że
wcale nie jest przerażonym chłopcem. Zamiast tego z jego wydatnych, różowych
ust wydobyło się ciche, absolutnie żałosne:
— Ekhm.
Autorka w tym momencie zatarła ręce z satysfakcją. Biedny, mały Tadeo nie
miał pojęcia, że matematyka będzie najmniejszym z jego problemów w
nadchodzących miesiącach.
Nataniel podszedł do biurka, rzucając na nie swoją torbę. Oparł się o blat,
nachylając się niebezpiecznie blisko Tadeusza. Zapach drogich męskich perfum i
mięty uderzył w zmysły naszego bohatera.
— Spokojnie, Tadeuszu — mruknął Nataniel, uśmiechając się półgębkiem. Ten
uśmiech był absolutnie nielegalny w kilkunastu krajach. — Gwarantuję ci, że ze
mną nauczysz się wszystkiego. Czego tylko będę chciał.
Tadeusz przełknął ślinę. Zima za oknem nagle przestała mu przeszkadzać, bo
w pokoju zrobiło się zdecydowanie, stanowczo za gorąco.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz