Autorka, ocierając wirtualny pot z czoła i popijając zimną wodę dla ostudzenia własnych myśli, doszła do bardzo ważnego i dojrzałego wniosku. Mianowicie: całkowanie jest nudne. A do tego potwornie trudne. Skoro sama Autorka nie miała zielonego pojęcia, co to jest delta i dlaczego w ogóle trzeba ją liczyć, uznała, że dalsze męczenie Głównego Bohatera cyferkami jest czystym sadyzmem.
Dlatego też, z niewypowiedzianą ulgą dla
Tadeusza, dwuznaczności oraz korepetycje dobiegły końca.
Nataniel, z gracją drapieżnika (i z
uśmiechem kogoś, kto właśnie wygrał na loterii duszę niewinnego nastolatka),
zamknął podręcznik z głośnym plaśnięciem. Tadeusz drgnął, jakby ktoś uderzył w
gong.
— Na dzisiaj wystarczy wpychania...
wiedzy — oznajmił Nataniel, wstając i płynnym ruchem narzucając na swoje
szerokie, absolutnie nieproporcjonalne do reszty świata ramiona marynarkę. —
Byłeś bardzo pojętnym uczniem, Tadeo. Oczekuję, że do naszego następnego
spotkania dokładnie przećwiczysz wszystko, co ci dzisiaj pokazałem. Każdą
krzywą.
Tadeusz, który na tym etapie przypominał
roztopioną na słońcu żelkę malinową, zdołał jedynie kiwnąć głową. Jego struny
głosowe odmówiły współpracy, podobnie jak zdolność logicznego myślenia.
Nataniel zabrał swoją torbę, posłał
chłopakowi ostatnie, ociekające grzechem spojrzenie spod stalowych oprawek
okularów i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Wraz z jego zniknięciem stężenie
testosteronu i absurdu w pokoju gwałtownie spadło, pozwalając naszemu Głównemu
Bohaterowi nareszcie zaczerpnąć tchu. Tadeusz opadł czołem na biurko. Czuł się
brudny. Czuł się wykorzystany przez królową nauk. Nigdy w życiu nie spojrzy już
na cyrkiel w ten sam sposób.
Jego egzystencjalny kryzys nie trwał
jednak długo. Drzwi do pokoju ponownie się otworzyły, a do środka wkroczyła z
impetem Mama.
W tym miejscu Autorka musi na chwilę
zatrzymać akcję, by wyjaśnić pewien bardzo istotny fakt fabularny. Otóż Tadeusz
nie miał taty. Dlaczego? Bo tatusiowie w tego typu opowiadaniach zazwyczaj
tylko przeszkadzają, zadają niewygodne pytania i ogólnie psują klimat. Ojciec
Tadeusza zaginął więc w mrokach niewyjaśnionej przeszłości (Autorka po prostu
zapomniała go wymyślić w pierwszym szkicu i tak już zostało).
Brak ojca miał jednak jeden ogromny plus
fabularny: Mama Tadeusza była wolną, wyemancypowaną i absolutnie gorącą
kobietą. W internetowym slangu określa się takie postacie skrótem, którego
Autorka z wrodzonej przyzwoitości tu nie przytoczy, ale wszyscy wiemy, o co
chodzi.
Mama stanęła w progu. Tadeusz uniósł
głowę i zamrugał.
Jego rodzicielka nie miała na sobie
dresu ani fartuszka w kwiatki. Miała na sobie czerwoną, dopasowaną sukienkę,
która zdecydowanie łamała prawa fizyki, a na stopach niebezpiecznie wysokie
szpilki. Jej usta były pociągnięte karminową szminką, a włosy ułożone w
hollywoodzkie fale. Wyglądała jak milion dolarów i była w pełni gotowa wydać tę
kwotę na mieście.
— Tadeuszu, słoneczko — zaczęła Mama,
przypinając do ucha perłowy kolczyk. — Nataniel właśnie wyszedł. Taki uroczy,
kulturalny młody człowiek! Zaparzyłam mu nawet trochę herbaty w termos na
drogę. Mam nadzieję, że matematyka weszła ci gładko do głowy?
— Tak, mamo. Weszła — wybełkotał Tadeusz, krzywiąc się na wspomnienie tego,
jak bardzo gładko weszła.
— To wspaniale! — Mama klasnęła w
dłonie. — Posłuchaj, kochanie. Mama wychodzi. W lodówce masz obiad, wystarczy odgrzać.
Tadeusz zmarszczył brwi, starając się
zresetować swój umysł na tryb syna.
— Wychodzisz? W niedzielne popołudnie?
Przecież zawsze o tej porze oglądamy powtórki teleturniejów.
Mama zachichotała perliście i poprawiła
dekolt, który i tak był już perfekcyjny.
— Teleturnieje muszą poczekać, Tadeo.
Mama idzie na randkę.
Tadeusz otworzył usta.
— Na randkę? Z kim?!
— Z takim jednym bardzo miłym panem,
którego poznałam na jodze. Ma własną firmę i niesamowicie elastyczne łydki —
oznajmiła Mama z dumnym uśmiechem, po czym psiknęła się chmurą drogich,
francuskich perfum. — Bądź grzeczny. Nie graj za długo na komputerze i
przewietrz wreszcie ten pokój, bo duszno tu jak w saunie!
Z tymi słowami posłała zszokowanemu
synowi buziaka w powietrzu, odwróciła się na niebotycznych obcasach i
wymaszerowała z pokoju, stukając głośno na korytarzu. Chwilę później trzasnęły
drzwi wyjściowe.
Tadeusz został sam. W wywietrzonym, ale
wciąż parnym od wspomnień pokoju. Zeszyt od matematyki leżał otwarty na biurku,
kusząc go niedokończoną parabolą, a w jego ustach wciąż unosił się posmak
truskawkowego dżemu z palca Nataniela.
Autorka spojrzała na swoje dzieło z
satysfakcją. Główny Bohater był zdezorientowany, jego Mama poszła na podryw, a
Czyste Zło w Okularach miało powrócić w następnym tygodniu. Wszystko szło
dokładnie zgodnie z planem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz