środa, 18 marca 2026

Rozdział IV: W którym Autorka kapituluje przed matematyką, a Mama wkracza do akcji na wysokich obcasach

 Autorka, ocierając wirtualny pot z czoła i popijając zimną wodę dla ostudzenia własnych myśli, doszła do bardzo ważnego i dojrzałego wniosku. Mianowicie: całkowanie jest nudne. A do tego potwornie trudne. Skoro sama Autorka nie miała zielonego pojęcia, co to jest delta i dlaczego w ogóle trzeba ją liczyć, uznała, że dalsze męczenie Głównego Bohatera cyferkami jest czystym sadyzmem.

Dlatego też, z niewypowiedzianą ulgą dla Tadeusza, dwuznaczności oraz korepetycje dobiegły końca.

Nataniel, z gracją drapieżnika (i z uśmiechem kogoś, kto właśnie wygrał na loterii duszę niewinnego nastolatka), zamknął podręcznik z głośnym plaśnięciem. Tadeusz drgnął, jakby ktoś uderzył w gong.

— Na dzisiaj wystarczy wpychania... wiedzy — oznajmił Nataniel, wstając i płynnym ruchem narzucając na swoje szerokie, absolutnie nieproporcjonalne do reszty świata ramiona marynarkę. — Byłeś bardzo pojętnym uczniem, Tadeo. Oczekuję, że do naszego następnego spotkania dokładnie przećwiczysz wszystko, co ci dzisiaj pokazałem. Każdą krzywą.

Tadeusz, który na tym etapie przypominał roztopioną na słońcu żelkę malinową, zdołał jedynie kiwnąć głową. Jego struny głosowe odmówiły współpracy, podobnie jak zdolność logicznego myślenia.

Nataniel zabrał swoją torbę, posłał chłopakowi ostatnie, ociekające grzechem spojrzenie spod stalowych oprawek okularów i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

Wraz z jego zniknięciem stężenie testosteronu i absurdu w pokoju gwałtownie spadło, pozwalając naszemu Głównemu Bohaterowi nareszcie zaczerpnąć tchu. Tadeusz opadł czołem na biurko. Czuł się brudny. Czuł się wykorzystany przez królową nauk. Nigdy w życiu nie spojrzy już na cyrkiel w ten sam sposób.

Jego egzystencjalny kryzys nie trwał jednak długo. Drzwi do pokoju ponownie się otworzyły, a do środka wkroczyła z impetem Mama.

W tym miejscu Autorka musi na chwilę zatrzymać akcję, by wyjaśnić pewien bardzo istotny fakt fabularny. Otóż Tadeusz nie miał taty. Dlaczego? Bo tatusiowie w tego typu opowiadaniach zazwyczaj tylko przeszkadzają, zadają niewygodne pytania i ogólnie psują klimat. Ojciec Tadeusza zaginął więc w mrokach niewyjaśnionej przeszłości (Autorka po prostu zapomniała go wymyślić w pierwszym szkicu i tak już zostało).

Brak ojca miał jednak jeden ogromny plus fabularny: Mama Tadeusza była wolną, wyemancypowaną i absolutnie gorącą kobietą. W internetowym slangu określa się takie postacie skrótem, którego Autorka z wrodzonej przyzwoitości tu nie przytoczy, ale wszyscy wiemy, o co chodzi.

Mama stanęła w progu. Tadeusz uniósł głowę i zamrugał.

Jego rodzicielka nie miała na sobie dresu ani fartuszka w kwiatki. Miała na sobie czerwoną, dopasowaną sukienkę, która zdecydowanie łamała prawa fizyki, a na stopach niebezpiecznie wysokie szpilki. Jej usta były pociągnięte karminową szminką, a włosy ułożone w hollywoodzkie fale. Wyglądała jak milion dolarów i była w pełni gotowa wydać tę kwotę na mieście.

— Tadeuszu, słoneczko — zaczęła Mama, przypinając do ucha perłowy kolczyk. — Nataniel właśnie wyszedł. Taki uroczy, kulturalny młody człowiek! Zaparzyłam mu nawet trochę herbaty w termos na drogę. Mam nadzieję, że matematyka weszła ci gładko do głowy?

— Tak, mamo. Weszła — wybełkotał Tadeusz, krzywiąc się na wspomnienie tego, jak bardzo gładko weszła.

— To wspaniale! — Mama klasnęła w dłonie. — Posłuchaj, kochanie. Mama wychodzi. W lodówce masz obiad, wystarczy odgrzać.

Tadeusz zmarszczył brwi, starając się zresetować swój umysł na tryb syna.

— Wychodzisz? W niedzielne popołudnie? Przecież zawsze o tej porze oglądamy powtórki teleturniejów.

Mama zachichotała perliście i poprawiła dekolt, który i tak był już perfekcyjny.

— Teleturnieje muszą poczekać, Tadeo. Mama idzie na randkę.

Tadeusz otworzył usta.

— Na randkę? Z kim?!

— Z takim jednym bardzo miłym panem, którego poznałam na jodze. Ma własną firmę i niesamowicie elastyczne łydki — oznajmiła Mama z dumnym uśmiechem, po czym psiknęła się chmurą drogich, francuskich perfum. — Bądź grzeczny. Nie graj za długo na komputerze i przewietrz wreszcie ten pokój, bo duszno tu jak w saunie!

Z tymi słowami posłała zszokowanemu synowi buziaka w powietrzu, odwróciła się na niebotycznych obcasach i wymaszerowała z pokoju, stukając głośno na korytarzu. Chwilę później trzasnęły drzwi wyjściowe.

Tadeusz został sam. W wywietrzonym, ale wciąż parnym od wspomnień pokoju. Zeszyt od matematyki leżał otwarty na biurku, kusząc go niedokończoną parabolą, a w jego ustach wciąż unosił się posmak truskawkowego dżemu z palca Nataniela.

Autorka spojrzała na swoje dzieło z satysfakcją. Główny Bohater był zdezorientowany, jego Mama poszła na podryw, a Czyste Zło w Okularach miało powrócić w następnym tygodniu. Wszystko szło dokładnie zgodnie z planem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz